Główne Wrota · Wzór Kart Postaci · Zasady Gry · SamouczekPiątek, Sierpień 26, 2016
Klimat
Wzory KP
Karty Postaci

Zasady Gry
Mistrzowie Gry
Sesje & Eventy

Zaklęcia
Statystyka Kart Postaci
Witamy
Trafiłeś do Nadmorskiej Osady Czarodziejów, gry fabularnej na chacie opartej
na realiach z książek o Harrym Potterze. Osada to małe miasteczko zamieszkałe głównie przez osoby
o magicznych zdolnościach, tak jak w przypadku znanego już Hogsmeade.
Niecałe 3 mile od Nadmorskiej Osady wznoszą się mury pewnej Szkoły Magii,
jest ona jednak tylko tłem dla wydarzeń które rozgrywają się w miasteczku.
Mamy rok 1933, a więc przed wydarzeniami takimi jak
legendarny pojedynek między Dumbledorem a Grindelwaldem czy narodzinami Lorda Voldemorta.

Jeśli chcesz rozpocząć własną przygodę z zaklęciami, magicznymi stworzeniami i istotami wystarczy, że do nas dołączysz!
Stwórz swoją własną postać, zwariowanego ucznia czy zwykłego mieszkańca Nadmorskiej Osady,
panuje dowolność, a ogranicza Cię tylko twoja własna wyobraźnia (i realia HP)!


Nowości na stronie: W Osadzie nastąpił przełom. W trzecim sezonie obowiązują inne realia!
Nowe postaci: Tom Ballentine, Noemi Moritz, Monica Tihoven.
Najbliższa sesja/event: 24.08 event; 03.09 sesja (oba wydarzenia prowadzi May)
List gończy


Plotki o incydencie, który miał miejsce podczas balu w Ratuszu, szybko rozniosły się po całej Nadmorskiej Osadzie Czarodziejów. Zatrważająca wiadomość, że ktoś znowu dopuścił się mordu na urzędniku państwowym, nie dawała spokoju zarówno mieszkańcom, jak i wartownikom ze straży magicznej, którzy dostali rozkaz zmobilizowania swoich sił i pojmania zabójcy w trybie natychmiastowym.

Wiele osób całkowicie zmieniło swoją opinię na temat pani burmistrz po jej wybuchu szału na zorganizowanym przyjęciu. Jedni uznali, że to niezrównoważona, okrutna kobieta, która w bestialski sposób próbowała dojść, kto jest sprawcą ataku na pracownika, posyłając do podziemi pod budynkiem salę niewinnych ludzi. Drudzy zaś nie wysnuwali takich śmiałych przypuszczeń, zastanawiając się raczej, jakim cudem doszło do czegoś podobnego w obecności ochrony i w dodatku przy podwojonych środkach bezpieczeństwa.

Jak się okazało... Liana też nad tym myślała. I dowiedziawszy się, że wśród gości nie było winnego, zrobiła dość brutalną selekcję w szeregach Ratusza. Nigdy nie pokładała wiary w zapewnienia potencjalnych doradców, a teraz tym bardziej się na nich zawiodła. Przesłuchała wszystkich, którzy znajdowali się wówczas na bankiecie, co - jak można się domyślić - nie należało do przyjemnych rzeczy. Jeden młodzieniec uląkł się przed gniewem panny Henderson, nie mogąc znieść sposobu, w jaki się na niego patrzyła... jakby chciała go rozszarpać czy spetryfikować samym spojrzeniem.

Wydał zdrajcę. Ten natomiast okazał się Żydem, który z całego serca popierał wcześniejsze rządy Rothsteina. Po udanym zabójstwie i wywołaniu zamieszania - działającym na jego korzyść, bo zyskał czas - uciekł z miejsca zbrodni.

Pani burmistrz szybko wydała rozkaz zamknięcia bramy Osady i wstrzymania rejsów do czasu znalezienia owego mężczyzny. W całym mieście pojawiło się również stosowne sprostowanie:

Drodzy mieszkańcy Nadmorskiej Osady Czarodziejów!
W związku z ostatnim wydarzeniem oraz morderstwem, które miało miejsce podczas bankietu wyprawionego na obchody trzechsetnej rocznicy powstania naszej mieściny, pragnę przeprosić za całe zamieszanie i zapewnić odszkodowanie wszystkim gościom z powodu zastosowania nagłych środków bezpieczeństwa. Było to konieczny - choć zapewne w odczuciach niektórych z was również brutalny - zabieg. Pozwolił jednak wyjawić to, na czym zależało mi najbardziej.

Ogłaszam, że z dniem 15 sierpnia 1933 roku, James Lewis jest poszukiwany listem gończym za podwójne zabójstwo dokonane na urzędnikach państwowych, zdradę lokalnej władzy, dezercję oraz podawanie fałszywych informacji. Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie, niech zgłosi się na komisariat lub przyprowadzi winnego bezpośrednio do mnie bądź straży magicznej.

Nagroda za wydanie zabójcy żywego: siedemset galeonów.
Nagroda za ujawnienie przydatnych wiadomości, które pomogą w śledztwie i okażą się prawdziwe: jednorazowo pięćdziesiąt galeonów.

Chętnych do zyskania rekompensaty za bal, proszę udać się do banku. Wszelkie próby oszustwa zostaną ukarane.
W razie pytań lub zażaleń - zapraszam do bezpośrednich konfrontacji w Ratuszu.


Z wyrazami szacunku,


Do każdego ogłoszenia dołączono szczegółowy rysopis; wizerunek łysego, podstarzałego już mężczyzna z głębokimi cieniami pod orzechowymi oczami przykuwał uwagę przechodniów. Zauważali ze zdziwieniem, że nad prawą brwią miał cztery pieprzyki, które układały się w równy kwadrat. W kąciku wąskich ust krył się parszywy uśmiech.

Pani burmistrz straciła cierpliwość.

Bal


Zbliżała się północ. Mrok zalał ulice Nadmorskiej Osady Czarodziejów, tylko gdzieniegdzie pokonywany był przez słabe światła padające z kilku domostw. Latarnie nie działały. Nie było jednak zupełnie cicho. W Gospodzie „Galeon” trwała teraz ostra dyskusja na temat spożywanych alkoholi, stali bywalcy zapominali o problemach, z jakimi do tej pory borykała się Osada, oddając się bardziej przyziemnym sprawom i pozostawiając politykę oraz minione wydarzenia za sobą. Niektórzy, wyrobiwszy sobie zdanie na ten temat, woleli siedzieć cicho lub rozmawiać w nieco kameralnym gronie, jednak o tej godzinie było to niemożliwe w izbie głównej. Barmanka musiała uwijać się za dwoje, aby nadążyć z zamówieniami; na szczęście gorzały starczyło dla wszystkich, bo rankiem do Przystani przybiło kilka statków handlowych, wyładowanych po brzegi ogromem towarów, w tym również różnego rodzaju trunkami, które w większości trafiły do Gospody.

Ludzie w karczmie byli obojętni wobec tego, co działo się w ich najbliższym otoczeniu, a przy dobrej obserwacji dało się wyłapać kilka niuansów. Na przykład mężczyznę, który siedział tam od kilku godzin i nie wypił ani kropli alkoholu czy mały kot w cętki, stojący bez ruchu na parapecie jednego z okien, przypominał dziwny posąg - co jakiś czas przechylał głowę, aby przyjrzeć się ciekawsko najgłośniejszym bywalcom. Upici czarodzieje nie zwrócili również uwagi na ogłoszenie, które pojawiło się na największej belce w momencie, gdy zegar Ratusza wybił północ. Jedynie ci stojący bliżej odwrócili głowę w kierunku starego pergaminu, który z każdą minutą przykuwał coraz większą uwagę. Tekst napisano drobnym, zgrabnym, ale nieco ekstrawaganckim pismem. Mimo to odczytanie go nie sprawiało większych problemów, a nakreślone słowa układały się w takie zdania:


„Burmistrz Nadmorskiej Osady Czarodziejów ma przyjemność zaprosić mieszkańców uroczysty bal, zorganizowany w związku z obchodami rocznicy powstania naszego miasta. Na to podniosłe wydarzenie zapraszamy do Ratusza, do nowo odrestaurowanej sali balowej, w której będziemy mieli okazję wspólnie przeżyć miły wieczór. Obowiązują stroje wieczorowe.”

Musiało opłynąć kilka dłuższych chwil, zanim wszyscy zgodnie zainteresowali się ogłoszeniem. Wieść o zaplanowanym bankiecie szybko rozeszła się po całej Osadzie. Sam pomysł przyjęto z wielką aprobatą, w końcu skoro władza zaprasza na tańce, to pewnie ugości też alkoholem. Ludzie na samą myśl o nadchodzącej zabawie zaczęli pić jeszcze więcej, niby północ, a robiło się coraz głośniej. Śmiech roznosił się po ulicach miasteczka, gryząc się z nocną ciszą. W gospodzie zabawa dopiero się zaczynała, a w tym samym czasie, gdzieś na drugim końcu Osady, kończyło się właśnie czyjeś życie.

Strudzona ciężką, wydłużoną do późnego wieczora pracą kobieta wracała główną ulicą do swojego domu w okolicach Portu. Na jednym z budynków dostrzegła nowe ogłoszenie i choć odczuwała niemiłosierne zmęczenie, podeszła, aby zapoznać się z treścią. Skupił wzrok na czarnych literach, ale w tym samym momencie dostrzegła na nich czerwony ślad pazurów. Odskoczyła przerażona, przecierając oczy. Dziwny, trochę niepokojący widok zniknął tak szybko, jak się pojawił. Uznała, że to przez senność nachodziły ją jakieś halucynacje.

Ruszyła w dalszą drogę, nie mogąc wyzbyć się poczucia niepokoju.




Tak jak zapowiadałem, zapraszam na sesje, która odbędzie się 13 sierpnia.
Akcja rozpocznie się około godziny 20, będzie jednak możliwość zagrania kilka godzin wcześniej, nieco bardziej swobodnie, na balu. Nie ma zapisów na sesje, a sama deklaracja udziału w niej pojawi się po godzinie od rozpoczęcia akcji.

Do zobaczenia w Ratuszu!
Osada - sezon III


Witaj, wędrowcze. Mamy lipiec 1933 roku. Południowa Szkocja. Nadmorska Osada Czarodziejów.

Nastroje w Nadmorskiej Osadzie Czarodziejów pozostawały wiele do życzenia. Od ostatnich kilku lat – wraz z rozwojem całej mieściny – zanotowano znaczny wzrost liczebności mugolskiej, która postanowiła – czasami w złudnej nadziei – rozpocząć w tym miejscu nowe, lepsze życie. Nierzadko okazywało się, że prócz podstawowej przeszkody, objawiającej się w braku tolerancji ze strony autochtonów - w tym wypadu czarodziejów - pojawiały się także dodatkowe problemy. Mimo że o wakatach rozprawiało się głośno w Gospodzie „Galeon”, tak naprawdę mało kto dostawał robotę, ponieważ na decyzje pracodawców często wpływały nie umiejętności, lecz znajomości, te zaś były jeszcze bardziej wątpliwe niż to, że za jakiś czas nie wybuchnie wojna.

Tak, należy o tym wspomnieć. Wiele osób wyczuwało nadejście prawdziwej, zbrojnej walki, choć nie potrafiło jednoznacznie określić stron konfliktu. Jedni mówili o kolejnych starciach mugolów na skalę świata, drudzy utrzymywali, że to czarodzieje zaczną się otwarcie buntować i rozpętają masakrę na niemagicznej części społeczeństwa. Już teraz dochodziło do licznych zamieszek, regularnie wspominano o krwawych lub dyskretnych zabójstwach, ostatnio w gazecie Nadmorskiej Osady Czarodziejów pojawiła się wiadomość, jakoby zamaskowana grupa wysadziła w powietrze magazyn żywności, który należał do bogatego mugola. Głośno mówiono też o masakrze z zeszłego tygodnia, kiedy chodzące do miejscowego przedszkola dzieci, przez interwencję swoich rodziców, zostały podzielone na dwie grupy: czystokrwiste oraz szlamy. Panie, które pracowały w tej placówce, musiały liczyć się z groźbą utraty życia, gdyby tylko zechciały dopuścić mugolskie potomstwo do czarodziejskiego.

Czasy były naprawdę trudne i najgorzej, że nikt nie był w stanie czegokolwiek na to poradzić. Nawet władza wydawała się bierna w kwestii godzenia mieszkańców czy łagodzenia konfliktów rasowych, ponieważ pani burmistrz – pierwsza w historii Nadmorskiej Osady Czarodziejów, w dodatku czarownica z matki charłaczki i ojca czystej krwi – nie widziała żadnych problemów. Dopiero po licznych protestach postanowiła pójść na rękę buntownikom i wprowadzić regularne obchody miasta, dalej zwane wartówkami, angażując do tego lokalną straż magiczną. Chociaż gwardziści z zasady mieli ingerować tylko w naruszanie prawa przez czarodziejów, to jednak ich obowiązki szybko poszerzyły się o utrzymywaniu porządku wśród mugoli.

Patrole obejmowały całą Osadę, nawet jej obrzeża, gdzie stacjonowała jednostka wojskowa, rzecz jasna, niemagiczna. Szkoccy żołnierze upatrzyli sobie w tym miejscu idealny teren na rozbudowanie koszar. Jak można się domyślić, nie wszystkim mieszkańcom Osady spodobał się taki pomysł. Bardzo często dopuszczano się ataków czy prowokowano podenerwowanych żołdaków, którzy w każdej chwili byli gotowi ruszyć na wojnę z wrogiem. Jakim? Ano, tego jeszcze nikt nie wiedział.

Wiele też mówiono o stacji kolejowej, którą wybudowano trzy lata wstecz. Początkowo sprawowała się naprawdę dobrze, wiele nowych osób pojawiło się dzięki niej w Osadzie, ale z czasem – trudno powiedzieć, kiedy nastąpił przełom – pociągi przestały kursować. Niektórzy twierdzili, że znikały w niewyjaśnionych okolicznościach, jednak zdarzały się też głosy, że po prostu coraz mniej ludzi wyrażało chęć wyjazdu na takie odludzie. Na chwilę obecną całkowicie zrezygnowano z jakiegokolwiek użytku tego miejsca. Utrzymywano nawet, że nad stacją ciąży jakaś klątwa czy straszą duchy. Ostatnia kolej, jaka przyjechała w te strony, przywiozła ze sobą wagony trupów i do dzisiaj nikt nie miał pojęcia, co się naprawdę stało.

Przystań, która poniekąd stanowiła wizytówkę Osady, rozwinęła się najlepiej ze wszystkich odłamów przemysłu. Coraz więcej statków, nie tylko przemysłowych, cumowało w tutejszym porcie, przywożąc wieści i towary z różnych części świata. Niemniej bardzo trudno było dostać pracę w dokach albo nawet magazynach, ponieważ marynarze chronili swojego zawodu jak oka w głowie i nie dopuszczali do niego byle kogo, a już na pewno pierwszą lepszą osobę.

Społeczność żydowska – o czym też należy wspomnieć – na dobre zadomowiła się w Nadmorskiej Osadzie Czarodziejów. Co prawda rządy Charlesa Rothsteina szybko dobiegły końca, ale persony, którym wówczas zapewnił byt i posady, wiodły teraz prym, zajmując nierzadko najistotniejsze stołki. Sami też bardzo często podjudzali konflikty albo zwyczajnie w nich uczestniczyli. Również w ich stronę odzywała się wszechobecna nietolerancja.

A wojna wisiała w powietrzu...





Wracamy po kilkumiesięcznej przerwie. Nowe realia, miejsca i mamy nadzieję, że również postaci, ale przede wszystkim gracze.

Przypominamy, że wzór KP znajduje się w bloku po lewej stronie, natomiast o przesłanie ich prosimy na adres: osada.kp@gmail.com.

Co jakiś czas na stronie umieszczane są informacje o odbywających się oraz planowanych sesjach. Chętnych zapraszamy do wzięcia udziału, wcześniej jednak należy zapisać się u prowadzącego. Od chętnych wymaga się zaakceptowanej karty postaci.

W razie pytań lub jakichkolwiek uwag czy nawet propozycji - prosimy o kontakt.


Osada - Sezon II.


Wieść o tragicznej śmierci Moriego i Azalii szybko rozniosła się po całej Osadzie. Niektórzy cieszyli się z tego faktu, szczerze przyznając, że oboje zasłużyli na taki los, inni jednak ze smutkiem wspominali pomoc, którą ta dwójka udzieliła niektórym z mieszkańców.

Mary, która początkowo śmiała się z nagłego szaleństwa starego włóczęgi, pochowała nieszczęsnych kochanków we wspólnym grobie, nie mogąc do końca uwierzyć w to, co się stało. Tym bardziej w samobójstwo lichwiarki, która nosiła w swoim łonie kilkutygodniowe dziecko. Po tym jak Azalia pozbawiła się życia mieczem Moriego, ślepa zielarka zabrała go ze sobą, wieszając na ścianie w swojej Herbaciarni.

Pogrzeb był krótki. Zebrali się tylko ci, którzy naprawdę żałowali śmierci dwóch zabójców. Kilku członków Gildii Złodziei (oraz ich Szef) przyjechało odwiedzić grób niespełna tydzień później, składając hołd swojemu koledze po fachu, który mimo że zdziadział, to odwalił kawał dobrej roboty. Zniknęli tak szybko, jak się pojawili.
Jak się potem okazało, był to dopiero początek zmian.

Perseusz, który stoczył z Moriem jego ostatni pojedynek, uciekł czym prędzej z kraju, zabierając ze sobą żądną przygód Rishę. Bard doskonale wiedział, że pobratymcy Złodzieja będą próbowali dokonać zemsty, dlatego nie zwlekał z wyjazdem. Zanim ktokolwiek pomyślał o wyniesieniu ciał z Gospody, para muzyków odpływała statkiem do Francji.

Magnolia bardzo przeżyła stratę przyjaciół, również dlatego, że mieli duży wkład w rozwój jej dobytku. Francis, który tylko po części zastosował się do zaleceń Moriego związanych z jego bezpieczeństwem, kolejny raz zaproponował właścicielce Gospody wspólną podróż po świecie. Tym razem nie musiał wysłuchiwać naciąganej odmowy. Oboje poczekali do czasu wyborów. Po tym jak Anakonda została rozbita, Michael Norman zniknął w niewyjaśnionych okolicznościach, zaś na nowego burmistrza wytypowano sir Nicholasa Browna, co pirat – wbrew pozorom – przyjął naprawdę dobrze. Magnolia zostawiła Gospodę pod opieką Serpahine, powierzając jej również pieczę nad Gagatkiem. Obiecała, że wróci, kiedy tylko trochę odpocznie i nacieszy się życiem.

Nie wróciła.

Podczas wyprawy do Indii zachorowała na trwającą wówczas epidemię cholery i mimo starań Francisa, nie udało jej się zwyciężyć choroby. Posłał wiadomość do ciemnoskórej przyjaciółki, jednak sam nieprędko zagościł z powrotem w Szkocji.

O tajemniczym zaginięciu Juliena, młodzieńca zatrudnionego w domu publicznym, miejscowi zdążyli już dawno zapomnieć, aż pewnego deszczowego poranka czyjś wrzask nie rozdarł ciszy panującej w ospałym miasteczku, wybudzając gwałtownie mieszkańców, którzy zgromadziwszy się u źródła hałasu, przed bramą wjazdową do Osady, mogli ujrzeć nagie, oszpecone ciało chłopaka, wiszące bezwładnie na przybitych do drewnianego łuku rękach. To, czego ku przerażeniu wszystkich ubyło mu między nogami, znalazło azyl w jego rozwartych ustach, a na odkrytym brzuchu ktoś wydrążył w skórze napis: "Już nigdy nie splugawię swego ciała". Od tamtej pory liczba przyjezdnych drastycznie zmalała.

Osada coraz bardziej odczuwała skutki ksenofobii. Początkowe plany Nicholasa wydawały się naprawdę dobre, jednak z czasem okazało się, że mają dużo defektów. W porcie pojawiało się coraz więcej obcokrajowców, w tym również piratów, którym zależało na łatwym łupie. Przejezdni z Afryki lub Azji przynosili ze sobą egzotyczne choroby, o których Wyspy Brytyjskie nie miały pojęcia. Osadnicy byli bezradni, a burmistrz szybko zrezygnował ze swojego stanowiska.

Na ogólny regres wpłynęły również konflikty mugoli. Czarodzieje zostali zobligowani do nie wtrącania się w ich zatargi, jednak często łamali nakazy Ministerstwa Magii, żeby wesprzeć sąsiadów, z którymi znali się od lat. Spowodowało to nie tyle nagłe wyludnienie Osady, co jej wyniszczenie. W bezpiecznym schronieniu uchowali się tylko nieliczni, jednak życie, na które zostali skazani, odbiegało od wcześniejszego, w miarę stabilnego dobrobytu.

Przełom nastąpił w roku 1912, kiedy do Osady zawitał niegdysiejszy urzędnik Ministerstwa Magii, Charles Rothstein. Początkowo wydawał się zwykłym przejezdnym, jednak z upływem czasu wszystko obróciło się o sto osiemdziesiąt stopni. Polityk krok po kroku wdrażał swoje daleko idące plany odbudowy wioski, poszerzając wpływy i sieć kontaktów. Przede wszystkich starał się zachęcić czarodziejów do powrotu z emigracji, zapewniając utracony spokój oraz szczęście. Pokrył koszty restauracji Osady do dawnej świetności, budując nowe domy i dając więcej miejsc pracy. Po paru latach sytuacja ustabilizowała się, a ludzie znowu zaczęli osiadać w tym miejscu. O ile wszystko wydawało się żyć własnym życiem, o tyle czujną kontrolę sprawował nad tym wszystkim sam Rothstein.

Rok 1917 był początkiem nowej ery. Złotej ery.

Mimo to, nie wszyscy cieszyli się z takiego stanu rzeczy i wszechobecnej manipulacji Charlesa. Wiele osób było przeciwne jego władzy i wpływom, które sobie zapewnił. Nieoficjalne wieści głosiły, że nawet sam burmistrz – Edgar Lewis – działał według woli wspomnianego polityka.
Dla niektórych była to szansa na lepsze życie, dla innych jej utrata.


Witaj, wędrowcze. Mamy styczeń 1917 roku. Południowa Szkocja. Nadmorska Osada Czarodziejów.
Końce początków


Kobieca postać kroczyła w samym środku nocy, po uliczkach Nadmorskiej Osady Czarodziejów. Ciemne włosy opadały na jej ramiona oraz piersi, noc jednak była dobrą strażniczką i w żaden sposób nie dało się ujrzeć twarzy kroczącej niewiasty. Opatulona mrokiem, dziewczyna kręciła z głównej drogi i skierowała się wprost na niewielką ścieżkę, prowadzącą na cmentarzyska. Dotknęła furtki, a potem rozejrzała się dookoła. Nikogo nie było. Ale czy na pewno?
Między grobami przechadzała się inna postać, dziwnie zgarbiona. Kobieta nie dostrzegła jej od razu, ale gdy już to zrobiła, odskoczyła w przestrachu i uciekła. W powietrzu uniósł się dźwięk pohukiwania sowy.

* * *

- Nic z tego! Możesz zapomnieć! – mężczyzna grzmotnął pięścią o bar.
- Panowie! Spokojnie! – wtrąciła się czarnoskóra barmanka, która przecierała akurat kufel.
- Wybacz – inny mężczyzna zwrócił się do kobiety, uśmiechając się przy tym paskudnie. – Daj mi dojść do głosu! Jeszcze nic Ci nie powiedziałem!
- Nie jestem zainteresowany!
- Arthur! To prawdziwa żyła złota!
- Ale…
Rozmowę przerwało nagle dudnienie, cała gospoda zaczęła się trząść. Zgromadzeni w niej czarodzieje patrzyli na siebie, nie wiedząc co się dzieje. Kilka szklanych naczyń spadło na ziemie, roztrzaskując się. W pewnym momencie wszystko ustało, a w pomieszczeniu zapanowała grobowa cisza.
- Pomocy! – drzwi otworzyły się z hukiem, stanęła w nich zakrwawiona kobieta. – Zabili ją!

* * *

Wbrew pozorom ostatnie wydarzenia, jak i informacja o niewyjaśnionej śmierci dziewczyny, nie przeszkodziły mieszkańcom w zorganizowaniu kampanii wyborczej, poprzedzającej wybory na burmistrza. Zgłosiło się dość sporo osób, mniej lub bardziej związanych z polityką. Większość skupiła się na poszerzaniu swoich wpływów, zaś tylko nieliczni postanowili wyjść do ludzi, zajmując się ich niekiedy absurdalnymi problemami.
Kandydaci na burmistrza zatrudnili (oczywiście odpłatnie) pomocników, którzy zajęli się rozwieszaniem kolorowych plakatów i rozdawaniem inwazyjnych ulotek. Od kilku dni, gdziekolwiek się nie poszło, na każdym wolnym kawałku ściany wisiał afisz, z którego pyszniła się jakaś krzywa morda. Najbardziej komicznie wyglądał Francis Grant, jednak sam pirat nie wydawał się nader zniechęcony. Gospoda Galeon z Magnolią na czele wspierała go na wiele sposobów.
Szczególnie rozpoznawalny stał się dawny przyjaciel i wieloletni pomocnik burmistrza, który za namową innych urzędników zgłosił swoją kandydaturę. Michael Norman, wspierany przez swoich kolegów po fachu, szybko zyskał szacunek wśród marynarzy oraz kobiet, które - nie oszukujmy się - były zauroczone jego niemal młodzieńczą urodą.
Skoro o nich mowa, mieszkańcy Osady bardzo kontrowersyjnie zareagowali na wieść o tym, że wdowa po burmistrzu postanowiła wystartować w wyborach. Sytuacja kobiet na Wyspach Brytyjskich wciąż nie układała się najlepiej, więc tym większe było zdziwienie ludzi, że pani Joanne chce przejąć władzę po mężu. Jej decyzję poparły w większości niezależne i silne kobiety, dzielnie walczące o swoje prawa. Mężczyźni podchodzili do kandydatki z dystansem, jeśli nie wrogością.
Wśród chętnych znalazł się również wiekowy, ale znający się na rzeczy zastępca prezesa Mennicy Głównej w Osadzie - sir Nicholas Brown. Ostra rywalizacja ze znanym arystokratą - lordem Richardem Carterem - prowokowała do wielu plotek i częstych dyskusji na ich temat. Starszy urzędnik nie mógł znieść ignorancji i pewności siebie konkurenta, toteż korzystał z każdej możliwej okazji, żeby ośmieszyć go przed jego zwolennikami. Nie uszło mu to płazem.
O ostatnim kandydacie wiedziano najmniej. Rozwiesił zaledwie kilka plakatów, a i rzadko udzielał się publicznie. W obiegu krążyły tylko podstawowe informacje na jego temat: nazywał się Henry Pierce i z tego, co mówił osadowy włóczęga, nie należał do grona zamożnych czy chociaż trochę wpływowych ludzi. Nikt nie miał pojęcia o jego przeszłości ani nawet planach na przyszłość. Trudno było również określić, skąd przybył i po co, jednak przede wszystkim, dlaczego postanowił zgłosić swoją kandydaturę.
Tradycją stało się, że podczas kampanii wyborczej organizowano dużą debatę, na którą mógł przyjść każdy, komu akurat nie brakowało czasu. Tegoroczną zaplanowano w przeddzień Festiwalu Lampionów. Mieszkańcy bardzo lubili takie spotkania, ponieważ dobrze wiedzieli, że nie wyjdą z nich z pustymi rękoma. Kandydaci umieli znaleźć sposób, żeby przekonać do siebie głosujących.
Wrzesień


Słońce powoli chyliło się ku zachodowi, oświetlając jasnym blaskiem ściany nielicznych, bardziej wysuniętych w stronę morza, domów i kamienic. Na ulicach znajdujących się w głębi miasteczka, gdzie o tej porze nie docierało już słoneczne światło, powoli zaczął panować półmrok. Właśnie tymi alejami przechadzały się dwie, nieco starsze czarownice; ich spiczaste kapelusze, wygięte w specyficzny sposób co rusz stykały się. Kobiety plotkowały - co jakiś czas jedna chichotała do drugiej, zupełnie jak jakieś uczennice.
- Nie wierze, że mój Dorian idzie już do szkoły! – mówiła ta wyższa.
- Dzieci tak szybko rosną, nie ma co się dziwić. Niedługo będziesz wyprawiała wesele! Zobaczysz! – zaśmiała się druga.
- Oby nie, chciał zamieszkać w tej szkole, jak normalni uczniowie. No wiesz… - zaczęła mówić, ale westchnęła, bo wyobraziła sobie jakby to było mieszkać bez jej synka – ale się nie zgodziłam. Tu ma dom… Może chodzić pieszo!
- No tak, masz całkowitą rację!
Kobiety szły dalej, cały czas pogrążone w rozmowie; nie zdawały sobie sprawy z tego, że się ściemniało. Nie przeszkadzało im to w ogóle. Właśnie jakaś szara sowa przeleciała im nad głowami, na co również nie zwróciły większej uwagi, skupiając się na uszczypliwych uwagach, którymi częstowały niektórych mijanych przechodniów.
- Co ta Choulette wyrabia? Czy ona kopię dziury w środku miasta? Po co jej ziemia w burdelu?
Druga czarownica miała już coś odpowiedzieć, ale nie zdążyła. Jakaś młoda dziewczyna potrąciła starszą kobietę, tak że ta omal nie upadła. Zakręciła się dookoła niczym baletnica, w końcu jednak łapiąc równowagę. Kobiety zaczęły krzyczeć na dziewkę, jedna nawet wyciągnęła różdżkę. Żadna jednak nie spostrzegła, że młoda kobieta płakała, przyciskając zakrwawioną rękę do piersi. Takie szczegóły dostrzegł ktoś inny… Sowa, która już jakiś czas nie spuszczała wzroku z kobiet, ruszyła za młodą dziewczyną.
Starsze kobiety wróciły do przerwanej rozmowy, wdając się teraz w kłótnie z inną kobietą, wcześniej już wspomnianą Choulette, która w Nadmorskiej Osadzie powoli rozkręcała swój biznes.



* * * *



Morie włóczył się po Osadzie prawie jak rasowy tramp. Z rękoma w kieszeniach spodni oraz półtorakiem zawieszonym na plecach, spacerował wzdłuż słabo oświetlonych ulic, obserwując nielicznych przechodniów, którzy jeszcze nie zaszyli się w swoich czterech ścianach. Wytężył wszystkie zmysły, by nie przegapić żadnej ważnej informacji, którymi wymieniali się niektórzy spacerowicze. Nagle coś zwróciło jego uwagę.
Zatrzymał się przy starym domu, chowając się w jego cieniu. Przywarł do ściany, obserwując z uwagą zataczającego się marynarza. Szukał go od kilku dni, mając nadzieję na prywatne spotkanie. Ruszył za nim niezauważony, czekając, aż skręci w jakąś ciemną, nieuczęszczaną uliczkę. Jego modlitwy skierowane do Momosa zostały – o dziwo – wysłuchane. Wykorzystał nadarzającą się okazję i zaskoczył mężczyznę od tyłu. Zacisnął mu rękę na ustach, oplatając szyję ramieniem. Przycisnął go do ściany, warcząc zajadle do ucha.
- Zły moment wybrałeś sobie na nocne przechadzki… Gdzie on jest?
- K-k-o? – wydusił z siebie marynarz, mając utrudnioną możliwość swobodnego mówienia.
- Złodziej, idioto! – Morie rozluźnił nieco uścisk, żeby pozwolić mężczyźnie dojść do słowa.
- On... – pijany marynarz złapał oddech – Podobno ma kajutę na statku w przystani. Tylko tyle wiem!
Wściekły złodziej popchnął informatora, który z impetem wylądował na ziemi. Nim się obejrzał Moriego już nie było. Słyszał tylko jego przeklinanie. Najwyraźniej domyślił się czegoś, co nigdy nie przyszłoby mu do głowy.
Następnego ranka, pod nieobecność Perseusza, przeszukał dokładnie jego kajutę. Nic nie znalazł, co doprowadziło go nieopisanej wściekłości. Podejrzewał najgorsze.




Na stronię pojawił się nowy wzór Kart Postaci - zarówno dla mieszkańców Osady, jak i uczniów. Prosimy tych, którzy posiadają swoje karty w starej formie, aby poprawili je i nadesłali zmienione oraz brakujące informację na email: osada.kp@gmail.com.

Co jakiś czas na stronie umieszczane są informacje o odbywających się oraz planowanych sesjach. Chętnych zapraszamy do wzięcia udziału, wcześniej jednak należy zapisać się u prowadzącego. Od chętnych wymaga się zaakceptowanej karty postaci.

W razie pytań lub jakichkolwiek uwag czy nawet propozycji - prosimy o kontakt.
Początek

Nowy Rok był szczególnym świętem dla mieszkańców Nadmorskiej Osady Czarodziejów. Na ten dzień planowano wiele atrakcji, m.in. szeroki wachlarz konkursów oraz wielką paradę kostiumową. Największym powodzeniem cieszył się festiwal lampionów, odbywający się późnym wieczorem. Wszyscy zbierali się na plaży, najczęściej w towarzystwie rodziny, przyjaciół lub znajomych, by móc podziwiać zapierające dech w piersiach widowisko. Równo o północy wyczarowywano barwne, niejednokształtne lampiony; jedne zaskakiwały pięknem lub kreatywnością, drugie odpychały szpetnym wykonaniem lub źle dobranym kolorem.
Stałe grono marynarzy zebrało się jak co roku na plaży, by przy beczce piwa pośmiać się wspólnie z coraz bardziej abstrakcyjnej pomysłowości mieszkańców.
- Spójrzcie! Tamten wygląda jak moja żona każdego poranka! – jeden z panów wskazał na lampion, który do złudzenia przypominał obrzydliwą ropuchę.
- O, a ten tutaj – siedzący po jego prawej marynarz pokazał palcem na niezidentyfikowany kształt na granatowym niebie – jest całkiem podobny do naszego szanownego burmistrza!
- Ta kupa łajna? – spytał inny, a reszta wtórowała mu gromkim śmiechem. - Stary, takie komplementy zachowaj dla swojej wybranki serca!
Zamilkli na chwilę, obserwując nowe magiczne twory, które zalały niemalże cały nieboskłon. Mieszkańcy wierzyli, że im więcej lampionów zostanie wypuszczonych, tym lepszy okaże się nadchodzący nowy rok i nawet jeśli pokładane nadzieje spełzały na niczym, festiwal już na stałe zakorzenił się w tradycji Nadmorskiej Osady Czarodziejów.

* * *


- James! Nie wlecz się tak!
Jasnowłosa krzyczała głośniej, niż wymagała tego sytuacja. Chłopak był zaraz koło niej i tylko przez chwilę zwolnił kroku, by sprawdzić czy kot nadal za nimi idzie. Jej to jednak nie przeszkadzało - co jakiś czas łapała chłopaka za rękaw szaty i ciągnęła w swoją stronę.
- Przecież idę, gumochłonie – odpowiedział spokojnie, a potem ponownie zerknął za siebie.
Gruby biały kocur szedł za nimi już od murów szkoły. Żadne z nich nie wiedziało do kogo należy. Próbowali go wcześniej złapać, ale za każdym razem uciekał, by po chwili znowu ich śledzić. Dziewczyna szybko straciła nim zainteresowanie, wracając myślami do celu ich podróży. Niemniej James nadal był nim zaintrygowany. Co jakiś czas rzucał okiem za siebie, sprawdzając czy kot nadal idzie ich śladem.
- Myślisz, że znajdziemy w końcu ten sklep z kociołkami? - Jasnowłosa nieco przyspieszyła, ciągnąc chłopaka za sobą.
- Nie mam pojęcia, Kathy. Słyszałem, że w Osadzie nie ma żadnego takiego sklepu.
- Musi być! Niby gdzie ja mam kupić kociołek! Nie wpuszczą mnie na alchemie.
- Nie mogłaś zrobić tego wcześniej?
Dziewczyna nie odpowiedziała, tylko prychnęła pod nosem i przyspieszyła kroku. Do Osady zostało im kilka minut drogi.

* * *


- Droga Pani! Droga Pani! Kupże pani walerianę?
Kobieta nie odpowiedziała, złapała mocniej za poły swej spódnicy i ruszyła przed siebie z zaciśniętymi ze złości zębami. Co chwile zmieniała kierunek drogi, starając się omijać większe kałuże błota.
- A Asfodelusa!? Tylko gale…
Reszty wypowiedzi nie dało się usłyszeć, gwar rozmów na rynku zagłuszył głos krzyczącej kobiety.

* * *


Na skraju Nadmorskiej Osady Czarodziejów, między starymi drzewami, stała chata. Jedno z okien zabite było deskami, a obok drzwi siedział biały kocur. Obok niego, w ziemię wbity był szyld sklepowy. Nie dało się jednak odczytać, co jest na nim napisane.

* * *


- Słyszałaś świeże nowiny?
- Nie… Co się stało?
Brodaty mężczyzna, podchodzący pod pięćdziesiątkę, nachylił się do stojącej za ladą właścicielki karczmy. Młoda kobieta również zbliżyła się nieco do rozmówcy, nastawiając ucho.
- Podobno gwałcili córkę burmistrza… Tę dziwną, bez jednego oka. Teraz trwa dochodzenie, kto mógł się dopuścić tak haniebnego czynu.
- Podejrzewają kogoś? – przerażona oberżystka zasłoniła usta dłonią. Oczy prawie wyszły jej z orbit na samą wzmiankę o przestępstwie. W Nadmorskiej Osadzie Czarodziejów już od wielu lat nie zanotowano tego typu występku. Od czasu do czasu zdarzały się jedynie pojedyncze kradzieże lub bójki.
- Nie wiem, ale radzę ci uważać na to, kogo wpuszczasz do gospody. Póki ten zbrodniarz jest na wolności trzeba mieć oczy i uszy szeroko otwarte.
Kobieta przytaknęła powoli głową, nie wiedząc, co powiedzieć.







Mamy rok 1906. Fabuła rozgrywana jest w Nadmorskiej Osadzie Czarodziejów, oddalonej 3 mile od najbliższej Szkoły Magii. Do Osady nie dotarły najnowsze nowinki techniczne, wszelka większa technologią w świecie opartym na realiach HP wariuję w kontakcie z taką ilością magii.

Miasteczko zamieszkiwane jest głównie przez czarodziejów, którzy żyją w pokoju ze społecznością szkoły. Drzwi do gospody otwarte są zawsze dla uczniów jak i dla personelu szkolnego, niemniej Szkoła jest tylko tłem dla wydarzeń z Osady, występuje tylko i wyłącznie po to można było zakładać postacie typu uczeń – profesor oraz by w pewien sposób urozmaicić życie w Osadzie. Żadnych lekcji, zdobywania punktów czy prac domowych nie będzie.

Prace nad stroną cały czas trwają, niebawem zostaną uzupełnione opisy pomieszczeń oraz dodane pozostałe ważne informacje. Prosimy o cierpliwość. Tworzenie i zakładanie kart postaci jest jednak jak najbardziej możliwe, wręcz wskazane. Najpierw jednak należy się zarejestrować, by mieć dostęp do niektórych funkcji.

Życzymy miłej gry.
Toplisty
Najlepsza toplista szkół magii Ottorius Szkoły Magii Toplista najlepszych stron o Harrym Potterze Potterowe PBF Najlepsze gry PBF/RPG w sieci Sim Sala Bim - Najbardziej Wiarygodna Toplista w Świecie Magii stat4u

Współpraca
Facebook
Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
Tablica Ogłoszeń
Przed Gospodą "Galeon" wbito drewnianą tablicę, gdzie mieszkańcy oraz przyjezdni Nadmorskiej Osady Czarodziejów wywieszali swoje ogłoszenia, czasami przysłaniając stare kartki:

"Sprzedam tygodniowe kocięta. Trzy są całe czarne, dwa mają białe łatki na grzbiecie. Potencjalnych kupców zapraszam na spotkanie do domu obok Herbaciarni."

"Nie wiesz, gdzie podziali się Twoi bliscy? Chcesz dotrzeć do zabójców Twojej rodziny? Dodger służy pomocą. Pytajcie na komisariacie."

"Szukam pracy. Nie umiem gotować, więc "Rybcia" odpada.
Valentine Blackburn"


"Szukam dobrze płatnego zlecenia.
Gregory Creed"


Online
Gości Online: 1
Brak Użytkowników Online

Zarejestrowanch Uzytkowników: 236
Najnowszy Użytkownik: Shadow
Copyright © 2006
Większość grafiki, wykorzystanej na stronie
nie należy do nas - została ona tylko
przez nas przerobiona. Jeśli widzisz tu swoją pracę,
a nie życzysz sobie tego - poinformuj nas o tym.

Most of the pictures on this website are not made by us,
we just remade them for our requirements.
If you see here your work and you don't accept it
- advise the Webmaster about it.

Załóż : Własne Darmowe Forum | Własną Stronę Internetową | Zgłoś nadużycie